O Mnie

Jak patrzą na swoje życie to jest ono pełne zarówno sukcesów jak i potknięć. Praktycznie moja przygoda zaczęła się wkrótce po tym jak zacząłem studia. Gdybym miał zrobić listę „top 10 cudów” mojego życia:
1) Osiągałem dwucyfrowy zwrot z inwestycji nic nie robiąc
2) Jak zarobić ponad 5 tys na jednej umowie w której tylko dogadałem strony.
3) Nabyć nieruchomość bez banku, bez zdolności kredytowej za kilkadziesiąt procent generującą cash flow już od pierwszego dnia.
4) Jeden z najbardziej znanych marketerów za mnie pozyskiwał i rekrutował ludzi na Moje linki. (TAK to on sam ich szuka i wpisuje, a Ja nic nie robię)
5) Udało mi się odebrać nagrodę za wynik w MLMie po 2 miesiącach działania.
6) Dostać się na drugi rok studiów matematyki rok po tym jak NIE zostałem przyjęty na pierwszy.
7) Zaliczanie studiów mimo iż do żadnego egzaminu się nie przygotowywałem wcześniej niż rano przed nim
8) Ekspert od detektora SMRD w eksperymencie T2K o randze wagę światowej.
9) Jak zarobić ponad 10 tys/mies jako student pracując mniej niż 10h/tydz.
10) Dostawać szkolenie o wartości kilku tysięcy w prezencie
Przy okazji nie obyło się też bez wpadek i niepowodzeń po drodze jak zostania oszukanym, wtopienia kilkudziesięciu tysięcy czy nawet utraty płynności finansowej. Zacznijmy, więc od początku ponieważ moje życie nie zawsze było usłane różami (albo może i było, ale takimi różami z kolcami).

Moja przygoda z finansami zaczęła się bardzo nie oczekiwanie na drugim roku studiów z matematyki. Wszystko zaczęło się od nielubianego przedmiotu i mojej nieznajomości oprocentowania lokat, więc powstał ciekawy zbieg okoliczności. Był to przedmiot o nazwie matematyka finansowa nie lubiłem go ze względu na bardzo bogate nazewnictwo do bardzo prostych rzeczy jednak to jego wykładowca otworzył mi oczy na pewną kwestię mianowicie pieniądze pracują albo na Twoją korzyść albo przeciwko Tobie. Najprostszym przykładem jest kredyt gdzie często oddajesz w sumie dwa razy więcej niż otrzymałeś. Jednak okazuje się iż gdyby spłacać tylko odsetki to jego salto nigdy by nie zmalało i zawsze było by takie same. Czyli załóżmy iż kupujesz dom, całe życie oddajesz cześć dochodów a i tak pod koniec jesteś tyle samo winny co na początku więc po Twojej śmierci nie masz nic. Mnie taka sytuacja przypomina niewolnictwo całe życie pracujesz na kogoś innego. No tak, jednak moim marzeniem nie wiedzieć czemu nie było zostanie niewolnikiem ale odwrócenie procesu czyli posiadanie takiego majątku aby zyski z niego pokrywały moje utrzymanie bez jego uszczerbku. Stan ten nazywam wolnością finansową.

Czyli samą ideę wolności finansowej mamy za sobą. Teraz pora na moją niewiedzę a właściwie posiadanie nieaktualnych informacji, które posiadałem z dzieciństwa. Gdy byłem dzieckiem miała miejsce hiper inflacja i sam pamiętam denominacje jak skracało się cztery zera. Jako dziecko nie rozumiałem za bardzo co się dzieje dla mnie wymiana banknotów przypominała zamianę 100 groszy na złotówkę tylko tu było 100 starych złotych na jeden nowy grosz. Wysoka inflacja zmieniała ceny w sklepach jednak jako dziecko tego nie odczuwałem, ponieważ to nie ja płaciłem w sklepie tylko rodzice. Powiem więcej według mojego ówczesnego widzenia świata rodzice chodzili do pracy i mieli nieograniczone ilości pieniędzy chociaż prawda nie była taka różowa ani nawet choć zbliżona do tego poza faktem chodzenia do pracy czyli sprzedawania swojego czasu za pieniądze. Wysoka inflacja miała również jasną stronę medalu mianowicie wysokie oprocentowanie lokat bankowych po 30% w skali roku a nawet więcej i to zapamiętałem. Miało to później jak się okazało kolosalne znaczenie.

Teraz nadszedł miejsce na mój wstępny plan. Oprocentowanie 20% w skali roku oznacza iż jeżeli powierzę komuś (na przykład deponując w banku) swój pico-letni dorobek to przez resztę życia nie muszę pracować. Podsumowując oszczędzamy 50% swoich dochodów przez 5 lat i mamy fajrant do końca życia. Proste, wydawało się łatwe gdyż nie znałem realiów. Na szczęście przyszła faza zbierania informacji i tu pierwsze rozczarowanie otóż bank oferował wówczas tylko 6-8% na lokatach, więc za mało do mojego planu. Banki poza lokatami oferują jeszcze fundusze inwestycyjne i tu miała miejsce wówczas górka na funduszach akcyjnych. Zwroty za okres 10 lat mogły wynosić nawet 15% w skali roku, w dodatku słynny Amber Gold oferował wówczas 12% co utwierdziło mnie w przekonaniu iż się da zarobić wyższe stopy zwrotu niż lokata bankowa w bezpieczny sposób. Postanowiłem więc zainteresować się funduszami.

To niestety było bardziej skomplikowane, bo mają wahania, są mniej przewidywalne i tym podobne. Pomijając najważniejszy chyba punkt nie miałem pracy i środków do inwestowania na szczęście dla mnie jak się później okazało. Gdy sprawdzałem wynik swojego świetnego funduszy na koniec studiów okazało się, że zamiast spodziewanego wyniku w granicach +50% otrzymałem ponad -50% spadek na wartości. Dało mi to do myślenia, że jednak inwestowanie nie jest aż tak łatwe. Z drugiej strony widziałem, że Amber Gold się nie dość, że utrzymał przez ten czas to jeszcze zwiększył oprocentowanie do 15%. „Dziwnym trafem” nie potrafiłem ustalić w co tak naprawdę inwestuje, jednak rozumiałem że nie można uzyskiwać takich zwrotów trzymając złoto i że mogą de facto pożyczać sobie. Z powodu braku zrozumienia na szczęście dla mnie postanowiłem wrócić do funduszy szukając czy nie ma sposobu jak zarabiać bardziej efektywnie niż „kup i trzymaj”. I tak po długich poszukiwaniach trafiłem na koncepcje aktywnego zarządzania swoim portfelem funduszy. Idea była prosta trzymaj jak rośnie i sprzedawaj jak zacznie spadać a dane historyczne pokazywały, że zdefiniowanie trendu w niemal dowolny sposób daje wynik lepszy niż WIG oraz bardziej przewidywalny. Niestety okres studiów magisterskich wykorzystałem na testowanie strategii „kup i trzymaj”, a wraz z jego końcem wkroczyłem w „prawdziwe życie”, gdzie trzeba zarabiać.

Zaraz po studiach podjąłem doktorat z fizyki, który był kontynuacją tego co robiłem na studiach. Na szczęście w podaniu nie przestraszyły „znajomość jeżyków obcych” oraz różne inne literówki i zostałem przyjęty na doktorat wraz ze stypendium pełniącym rolę pensji. Dobrze wiedziałem, że to najlepszy moment aby rozpocząć inwestowanie. Niestety czasu na testowanie strategii na sucho nie było i mogłem ewentualnie się opierać na danych historycznych. Postanowiłem jednak, że wezmę najlepsze szkolenie z tego zakresu oraz wyszukam najlepszego sposobu. Wybór ostatecznie padł na jednego z bardziej znanych osób jako mojego szkoleniowca – Remigiusza Stanisławka oraz wybór polisy inwestycyjnej – ówczesna NORDEA jako pojazdu do mojego celu niezależności finansowej. Postanowiłem, ponadto zadeklarować tyle ile mogłem aby maksymalnie skrócić potrzebny czas do osiągnięcia wolności finansowej. Na wybór poświęciłem mnóstwo czasu aby był optymalny, ale jak się potem okazało była to jedna z gorszych inwestycji.

Od zakupu polisy minął rok czasu, więc przyszło pierwsze podsumowanie wynik w okolicy zera mimo posiłkowania się aktywnym zarządzaniem. Zawsze mogło być gorzej, ale kapitał został zablokowany i co gorsza również ten przyszły, a wycofanie wiązałoby się z poważnymi stratami. Kolejna porażka inwestycyjna i to nie tylko. Pierwszą osobą jaką chciałem obwiniać był bogu ducha winny Remigiusz. Tak naprawdę to problem leżał po mojej stronie, bo to Ja źle oszacowałem inwestycje i przeszacowywałem jej możliwości. Ponieważ nie miałem już z czego finansować nowych inwestycji musiałem znaleźć sposób nie tylko na nowe inwestycje, ale również na sposób jak je opłacić. Wybór wydawał się prosty zakup nieruchomości celem jej wynajęcia. Postanowiłem więc znaleźć najlepsze szkolenie prowadzone przez praktyka z tego zakresu i mój wybór padł na Piotra Hryniewicza. W całym tym planie był jeden „drobiazg” nie miałem kilku tysięcy by opłacić szkolenie.

Jak zwykle bywa nie ma problemów nie do rozwiązania. Wystarczyło poszukać jakiś źródeł dochodu. Co, więc może zrobić doktorant pracujący po 8h/dzień? Poszukać pracy z nienormowanym czasem pracy (np.: doradca finansowy), spróbować swoich sił w MLM, założyć własny biznes czy też podjąć dodatkowe zlecenie. Pomysłów było mnóstwo, ale większość z nich wiązała się ze sporym nakładem pracy. Jak zwykle w życiu jak dobrze szukasz zdarzają się okazje. Jedną z nich trafiłem na wyjeździe do Japonii, już sam wyjazd służbowy jest dobrym sposobem jak zarobić kilka tysięcy złotych. Pomysł zarabiania na wyjeździe fachowo nazywa się „geoarbitrażem”, chodzi o to aby maksymalnie oszczędzać w kraju który jest drogi i zarabiać oraz żyć w kraju z niższą stawką życia. Japonia należy do krajów drogich, natomiast polska do średnich, więc bez problemu można uzyskać nadwyżkę finansową na wyjeździe nawet z samych diet. Niestety siłą rzeczy wyjazd służbowy za granice trwa około dwóch tygodni (krócej się nie opłaca pracodawcy a na dłużej nie ma co robić). Trzeba było znaleźć sposób jak go przedłużyć i w sumie to pomysł znalazł mnie jak byłem gotowy. Potrzebny był ekspert od detektora SMRD z polski (to chciał jeden z szefów eksperymentu) do jego monitorowania. Akurat żadna osoba mająca kwalifikacje nie chciała zostać ani nawet nasi polscy szefowie niechętnie na to patrzyli. Było to jednak kartą przetargową przy negocjacjach z szefami eksperymentu. Cóż okazja już bliżej podejść nie mogła, więc postanowiłem zadziałać i zgłosiłem się do polskich ekspertów, że zostanę jak „dostanę zgodę od swojego szefa”. Zgoda została przez nich załatwiona, Ja rozwiązałem ich problem a oni mój. Na szybko zostałem przeszkolony i spędziłem ponad miesiąc w Japonii. Warto dodać, że poza stypendium dostawałem na wyżywienie i noclegi w hotelu, co przekraczało magiczną barierę 10 tys/mies z czego większość wylądowała w mojej kieszeni. Jak na studenta po magisterce nieznającego japońskiego całkiem nieźle, szczególnie, że monitorowanie nie wymagało dużych zasobów czasowych. Nie wiem czy to przypadek, ale tego typu „cuda” zdarzają się gdy człowiek robi co może aby zdobyć cel.

Po powrocie do Polski miałem już gotówkę na szkolenie i mogłem pojechać na szkolenie z inwestowania w nieruchomości. Do dziś pamiętam, jak byłem na miejscu to dziwne uczucie towarzyszące wyjściu ze strefy komfortu w nieznane. Jednak już byłem na miejscu i musiałem poszukać noclegu. Wybrałem oczywiście pięcio- gwiazdkowy … hostel, gdzie za 25zł/noc miałem łóżko w 8 osobowym pokoju (a właściwie to pół, bo łóżka były piętrowe) wraz ze śniadaniem do syta (wystarczyło tylko zdążyć, bo rzadko zostawało coś do końca pory śniadaniowej). Jedynym minusem, którego nie przewidziałem był hałas w nocy, na szczęście mam twardy sen. Szkolenie było fantastyczne, myślałem że bez problemu dostanę kredyt hipoteczny skoro potrafiłem oszczędzić ze swojej „pensji” na ratę polisy. No właśnie myślałem, bo bank wie inaczej i nie lubi optymalizacji podatkowych („prosta logika” im więcej płaci podatków tym więcej zarabia). Paradoksalnie jak pracodawca płaciłby mi dwa razy mniej, ale na umowę o etat to bez problemu miałbym kredyt w każdym z banków natomiast skoro poprzez optymalizacje miałem więcej gotówki dla Siebie i mogłem oszczędzać to banki nie podejmowały tematu. Nie poddałem się tak łatwo dopiero jak trzech niezależnych doradców i kilka banków mi powiedziało, ze się nie da zrozumiałem iż muszę poszukać innego sposoby na zrealizowanie marzenia o wolności finansowej. Podsumowując było to kolejne niepowodzenie, ale działania nie poszły całkiem na marne, bo nawiązałem wiele znajomości.

W tym momencie warto podsumować pierwsze lata moich działań. Etap planowania na studiach magisterskich? Porażka, bo niemal nic nie zrobiłem. Inwestycja w polisę? Zablokowałem przyszły kapitał na lata. Inwestycja w mieszkania na wynajem? Brak zdolności kredytowej uniemożliwiał działanie. Czyli trzy poważne niepowodzenia z rzędu oraz pytanie co robić. Recepta jest prosta i uniwersalna zebrać wnioski na przyszłość, ratować co się da i próbować dalej. I tutaj właśnie zaczyna się pojawiać era cudów u ludzi sukcesu. Następnym moim planem było szukanie źródeł dochodów jak MLM i szansa na przychód pasywny lub zdolność kredytową.

Wejście w system MLM jest zwykle proste: Ktoś ma problem i daje mu się dołączenie do firmy jako rozwiązanie problemów. Celowo nie podaje nazwy firmy, produktu czy nawet lidera bo to nie ma większego znaczenia. Co do liderów to są ludzie zdarzają się zarówno dobrzy jak i źli. Miałem już przyjemność z oboma typami ludzi, ba nawet trafiłem na nieuczciwą firmę (czyli taką co nie wypłaca prowizji oraz nie dostarcza produktu jak powinna). Pomijając jednak te zbędne detale i tu moje początki były trudne. Pierwsze 100 telefonów było nie udanych, ale konsekwentne działanie przyniosło mi jednak efekt – odbierałem nagrodę na scenie za wyniki po 2 miesiącach działanie (jedynie Tomek Damian był ode mnie lepszy, ale on już zjadł zęby na nie jednym MLMie poza tym to on właśnie mnie uczył). Mimo ponad stu osób wprowadzonych do systemu, nie byłem do końca zadowolony z wyniku oraz uzyskanej duplikacji moich działań. Za to szukanie innych form inwestycyjnych się opłacało.

Jeżdżąc po różnych szkoleniach w końcu poznałem metody na ominięcie banków. Dzięki szkoleniom Michała Koniecznego nabyłem swoją pierwszą nieruchomość generującą cash flow posiłkując się modelem ratalnego zakupu bez banku. W taki sposób zdobyłem swoje pierwsze źródło dochodu pasywnego. Jednak na tym nie zakończyłem swojego rozwoju, bo nadal szukałem innych inwestycji z większą stopą zwrotu i tak poznałem Robert Przygodę, który spowodował, że zainteresowałem się inwestowaniem w grunty rolne celem ich odrolnienia. Nauczyłem się też jak sfinansować na poziomie 80% lub czasem nawet większym inwestycji na flipy. To nieco bywa zaskakujące, ale jak ludzie wiedzą, że inwestujesz to z czasem okazje przychodzą same czyli otrzymujesz różne propozycje inwestycyjne. Ponadto łącząc siły z innymi inwestorami często mogłem nie dość, że otrzymać ich „know how” to jeszcze uniknąć kosztów jak na przykład zatrudnienie urbanisty. Inwestor mający działki obok mojej chciał odrolnić swoje działki poprzez zmianę planu zagospodarowania przestrzennego. W tym celu musiał zatrudnić urbanistę aby ten napisał wniosek i następnie wysłać w odpowiednim terminie do gminy. Jest to świetny przykład sytuacji win-win Ja potrzebowałem gotowego wniosku, a duplikat Jego wniosku podpisanego z mojej strony zwiększa siłę wniosku inwestora, co również było na moją korzyść. Daje to ponadto większą automatyzacje procesu.

Skoro udało mi się automatyzować w dość dużym stopniu proces inwestycyjny to nadszedł czas aby zająć się biznesem MLM. To, że udało się odebrać nagrodę za wynik było sukcesem, jednak nie było w tym nic z przychodu pasywnego. Trzeba było wpisywać osoby samemu, a to jest raczej praca w biznesie zamiast nad biznesem. Znaleźć kogoś, kto będzie chciał wpisywać ludzi do mojej struktury nie udało się za pierwszym razem, ale cierpliwość popłacała. Ostatecznie wynegocjowałem, że człowiek z wieloletnim doświadczeniem będzie wpisywał osoby na moje linki, sam budował moją listę przez reklamę a nawet zadba o to abym otrzymywał z listy dochód ze sprzedaży info-produktów. Jedyne co Ja musiałem to zapłacić za reklamę i brakowałoby tylko aby ktoś opłacał za mnie. Chociaż jak się przyjrzeć z boku to można tak powiedzieć, że skoro reinwestuje zyski to lista buduje się sama. W ten sposób zamieniłem biznes w inwestycje z wysoką rentownością. Ba nawet wynegocjowałem analogiczne warunki dla innej osoby aby zadbać o „duplikacje moich działań” a jak wiadomo „nic nie robienie” duplikuje się najlepiej. Gdyby ktoś mi powiedział 3 lata temu, że można zlecić dosłownie wszystko w MLM to bym nie uwierzył, a jednak tego dokonałem. Co jednak nie oznacza, że mogę zagwarantować osobie zarobki od pierwszego dnia i nadal obowiązuje słynna zasada 1-3-5. Głosi ona, że przez pierwszy rok inwestujesz, po 3 latach można się utrzymać natomiast po 5 latach osiągamy cel. To dość płynne, bo nigdzie nie definiuje co oznacza „cel”, „utrzymać” czy „ile inwestuje”, ale w praktyce sprawdza się bardzo dobrze jako przybliżenie tego co można uzyskać i jaką cenę trzeba poświęcić aby osiągnąć sukces w dowolnym biznesie. Gdybym jeszcze i to przeskoczył to pewnie byłbym legendą, ale to jeszcze nie teraz jednak moja historia piszę się cały czas i kto wie co uda mi się osiągnąć…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Translate »